ARTYKUŁY

Trenuj i jedz w Tel Awiwie!

Korzystając z tanich, bezpośrednich biletów do Izraela jakie oferuje nam WizzAir, na początku lutego uciekając przed polskim mrozem, postanowiłem wybrać się do tego wąskiego kraju leżącego na zachodnim brzegu Morza Śródziemnego. Jak się okazało, Izrael zaspokoił nie tylko moje roślinożercze zapędy, ale pozwolił uniknąć treningowej stagnacji!

 

JEDZENIE

„Chociaż trudno w to uwierzyć, to w Tel Awiwie dużo łatwiej jest zjeść wegańsko lub wegetariańsko, niż odwrotnie…” Tak swój wpis o tym izraelskim mieście zaczęła Marta Dymek (www.jadlonomia.com) i… nie było w tam ani krzty kłamstwa! Lody chałwowe na mleku migdałowym z prażonymi kawałkami orzechów, prawdziwy humus z falaflem, a może pitaja w towarzystwie innych owoców zmiksowanych razem w pysznym szejku? Jeżeli jesteście fanami roślinnej kuchni, a warzywa i owoce chcielibyście mieć przez cały rok na wyciągnięcie ręki- trafiliście do raju. 

 

Pitaja- smoczy owoc w towarzystwie innych zdobyczy z targu Ha Carmel.

 

Na terenie Izraela znajdziecie całą masę kulinarnych obiektów opatrzonych naklejką czerwonego buraka z napisem „vegan-friendly.co.il”. Odwiedzając stronę tej organizacji możecie sprawdzić, gdzie znajduje się najbliższa knajpa serwująca bezmięsne jedzenie! Jak hasło na stronie głosi, celem akcji jest promocja weganizmu i upowszechnienie diety roślinnej.

 

Czerwony burak! Tu zjesz wegańskie danie :)

 

Poniżej miejsca, które udało mi się odwiedzić podczas krótkiego pobytu w Tel Awiwie. Spora część zaczerpnięta z bloga www.jadlonomia.com, jednak jest też parę nowości, zwłaszcza, że w Izraelu wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie i wystarczyło pół roku od podróży Marty Dymek, a część knajp zwyczajnie przestała istnieć! Warto też dodać, że informacje zamieszczane na różnych stronach często nie pokrywają się z rzeczywistością i dany adres albo jest jakoś przekręcony, albo ma zły numer, albo zwyczajnie nie istnieje...

 

Iceberg

Sieć lodziarni, w których niemal 50% stanowią opcje wegańskie. Ceny mogą trochę odstraszać, bo za małą porcję (2 gałki) zapłacimy ok. 15zł, jednak te 2 gałki okazują się w rzeczywistości 2 gałami nałożonymi od serca a smak lodów przebija wszystkie niewegańskie opcje. Moim faworytem były wspomniane wcześniej lody chałwowe na mleku migdałowym z kawałkami prażonych orzechów- jadłem je każdego dnia na kolację lub śniadanie... albo 2 razy dziennie! :)

 

Mała porcja tych wegańskich lodów jest wystarczająca by się porządnie zasłodzić, a ilość smaków do wyboru przyprawia o zawrót głowy!

 

Port Said

Miejsce, które tętni życiem w dzień i w nocy. Nie jest to restauracja typowo wegańska, jednak z dań roślinnych skusić się można pieczonego bakłażana. Atmosfera jest tutaj tak niesamowita, że warto poczekać w kolejce na wolny stolik i skosztować izraelskiego wina, które w połączeniu ze świetnym muzycznym mixem z lat 60' potrafi zakręcić w głowie.

 

Port Said tętni życiem 24 godziny na dobę.

 

Targowisko Ha Carmel

Targ czynny od 7.00 do 17.00, jednak rezerwowanie sobie tutaj całego popołudnia jak radzi Marta z Jadłonomii jest trochę przesadą. Ok, możemy przespacerować się wśród stoisk z egzotycznymi owocami, wypić witaminowego szejka za 10-15zł, zrobić owocowo-warzywne zakupy, wstąpić na najtańszy w mieście hummus albo spróbować izraelskich słodkości, jednak przeciskanie się na odcinku 600m szybko męczy, a zmieniający się profil stoisk (od jedzeniowych po gadżeciarsko-kiczowate) w pewnym momencie zaczyna irytować. Tak więc, pod koniec spaceru targowiskiem, radzę dać się wypluć przez tłum wprost na plac Magen David i skierować swoje kroki na King George Street.

 

Czy mamy na sali herbaciary? :)

 

Raj dla roślinożerców.

 

King George Street

Ulica, na której restauracji i knajp jest tyle co samych numerów. To tutaj zjemy najtańszą pitę z falaflem, który w przeciwieństwie do polskiego odpowiednika nie jest stłumiony sosem i innymi bajerami, tylko rzeczywiście odgrywa pierwszoplanową rolę, a warzywa i tahina stanowią jedynie dodatek. To również na King George Street znajduje się centrum handlowe, w którym możemy wyskoczyć na pyszne wegańskie pączki rodem z Dunkin Donuts!

 

Tani falafel jest dobry, bo jest dobry i tani :)

 

Knaffe Noga

Pięknie urządzona kawiarnia w cichej części Tel Awiwu nieopodal morza prowadzona przez przemiłego wąsacza o tureckiej urodzie. Rewelacyjne ciastka  knaffe w różnych wariantach smakowych (chałwa, pistacje etc.). Do tego pyszna masala czaj  na mleku roślinnym. Bajka! Niestety, miejsce do najtańszych nie należy i wyjście na ciastko i gorący napój to dla dwóch osób koszt ok. 70zł!

 

 Knaffe + masala czaj = połączenie doskonałe.

 

ZWIERZĘTA

Już podczas podróży fioletowym samolotem w ręce wpadła mi broszura, w której cały artykuł poświęcony był nowemu pso-przyjazemu  trendowi, który prężnie rozwija się w Tel Awiwie. Żadną niespodzianką nie są już hotele dla psów, czy też hotele psom przyjazne. Już niedługo aby umilić poznawanie miasta osobom podróżującym samotnie, będzie można wynająć czworonożnego przyjaciela! Świetny pomysł, nie?

Nie dość, że w Tel Avivie zwierzęta dużo rzadziej serwuje się na talerzu, to w restauracjach są one traktowane niemal na równi z ludźmi, a możliwość zjedzenia obiadu z naszym pupilem nikogo tam nie dziwi. Co więcej, restauracje przyjazne czworonogom stanowią zdecydowaną większość! Na początku, spacerując korytarzami jednej z galerii w Tel Avivie, niemałe zdziwienie budził we mnie widok psa siedzącego z pyskiem opartym o blat stołu, przy którym rodzinka pałaszowała niedzielny obiad. Widok ten z czasem stał się tak powszechny, że nawet nie kwapiłem się żeby wyciągnąć aparat i zrobić zdjęcie kolejnym zwierzakom przy stole.

Warto dodać, że same galerie w Izraelu wyglądają trochę inaczej. OK, są sklepy z ciuchami, siłownie, restauracje, ale to, co jako pierwsze rzuca się w oczy… Wróć! Wcześniej musimy przejść kontrolę przy drzwiach, gdzie ochrona sprawdzi zawartość naszego plecaka, a nas samych przepuści przez specjalną bramkę. A po całej tej procedurze, pierwszą rzeczą, która rzuci nam się w oczy i nos, będzie widok rozstawionych wzdłuż korytarzy jarmarcznych stoisk z przyrządzanymi na nich potrawami, których zapach unosi się w całej galerii. Ot, trochę folkloru i kontrastu w świątyniach konsumpcji.

Zielona rewolucja w Tel Awiwie!

 

SPORT

Mimo że okres, w którym pojechałem do Tel Avivu do najcieplejszych nie należał (przynajmniej dla jego mieszkańców), a temperatury wahały się od 10 do 18 stopni Celsjusza, śmiało można było pokusić się o urozmaicenie wyjazdu dodatkową aktywnością fizyczną. Chociaż nie należę do gym freaków, dla których głównym kryterium przy planowaniu wypoczynkowego wyjazdu jest dostęp do siłowni, chciałem spróbować CrossFitu na obczyźnie. Pojedyncza wejściówka w cenie 100zł szybko jednak mnie od tego pomysłu odwiodła i przygodę z odwiedzaniem zagranicznych box’ów muszę przełożyć na kolejny wyjazd. A ten już wkrótce!

Jak się okazało, na podtrzymanie, a nawet poprawę formy można w Tel Awiwie nie wydać ani szekla! Wzdłuż wybrzeża (zwłaszcza o tej porze roku) więcej jest osób aktywnych aniżeli miłośników leżenia plackiem na plaży. Co kilkadziesiąt metrów zlokalizowane są mini outdoorowe siłownie wyposażone w hydrauliczne maszyny dla laików, drążki i poręcze dla miłośników kalisteniki lub stacjonarne rowery wiozące nas do nikąd. Oprócz tego, wybierając się na przebieżkę nadmorskim deptakiem, nie musimy martwić się o zapas wody w plecaku, ponieważ co chwilę będziemy mijać kranik, w którym błyskawicznie się nawodnimy. Jakby tego było mało, przy plaży znajdziemy również wagi, na których za darmo skontrolujemy ciężar naszego ciała i sprawdzimy progress! No czego chcieć więcej :)?

 

To zaledwie kawałek jednej z nadmorskich siłowni. Tak mieszkańcy Tel Awiwu spędzają przedpołudnia.

 
 
 

A w przerwie łyk wody z poidełka!

 

Dla miłośników sportów kojarzonych bardziej z wodą dostępne są również wypożyczalnie sprzętu do wind- lub kitesurfingu. I to przez cały rok! A będąc przy wodzie, warto wspomnieć, że miasto jest kompletnie nieprzygotowane na deszcz. Same dachy budynków, które są płaskie i nierzadko stanowią tarasy świadczą o tym, że w Tel Awiwie raczej nie pada. A jak już pada... wystarczy 10 minutowy deszcz żeby ulice zamieniły się w koryta rzek, których w żaden sposób nie przeskoczymy bez zmoczenia butów. Miasto pozbawione jest bowiem studzienek i spływająca woda nie mogąc znaleźć ujścia krąży ulicami.

 

Wystarczy kilka minut deszczu by ulice zamieniły się strumienie.

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE

1) Koszt przelotu Warszawa - Tel Awiw - Budapeszt - Warszawa [ok. 300zł z Wizz Discount Club, bardzo często bardziej opłacalne jest rozbicie przelotu z Warszawy do Tel Awiwu (lub z powrotem) stopover'em w Budapeszcie. Jeżeli jesteście jeszcze w stanie zostać chociażby na dzień lub dwa w stolicy Węgier- polecam! Ale to już materiał na kolejny wpis, a ten wkrótce :)]

2) Szabat- uważajcie rezerwując bilet powrotny, bowiem od piątkowego popołudnia do sobotniego wieczoru wszelkiego rodzaju połączenia (pociąg, szerut etc.) są wyłączone! Na niektórych stronach internetowych i forach pojawiają się informacje o rzekomym funkcjonowaniu w tym czasie szerutów (zbiorczych taksówek- mini busów). Niestety, przesłanki te miałem okazję zweryfikować u tambylców i jednym połączeniem na lotnisko jest taksówka, a cenę tej można zbić do 100 szekli.

3) Noclegi- w Tel Awiwie dosyć prężnie działa Airbnb i bez problemu można znaleźć dosyć korzystne cenowo noclegi. Dla jeszcze większych budget travelerów zostaje couchsurfing.

4) Transport- jednorazowe bilety autobusowe kosztują ok. 6-7zł, jednak żeby zobaczyć miasto wystarczy tak naprawdę para butów. Z kolei ceny połączeń między miastami nie są już tak wysokie i przypominają te polskie. (Kupując specjalną kartę np. u kierowcy możemy liczyć na zniżki)

5) Ceny- zazwyczaj sporo wyższe niż w Polsce. Można znaleźć tani falafel za piątaka, albo humus za kilkanaście złotych, ale z reguły za wszystko będziemy musieli zapłacić sporo więcej (koszt wysłania kartki pocztowej do Europy to 10zł !). Wyjątkiem są niekiedy owoce i warzywa, które na targach możemy znaleźć w naprawdę fajnych cenach!

6) Dla wszystkich osób, które mają w planach wegańską podróż do Tel Awiwu załączam link do mapki, która ułatwi wycieczkę :) (https://www.google.com/maps/d/edit?mid=zzxmqj8SWQ7k.kOT2BgGiht5g)